Translate

środa, 22 kwietnia 2015

Dalej męczę fiolety

Witajcie cieplutko,

ostatnio pokazywałam Wam fioletową/wrzosową rozetę frywolitkową i dzisiaj dalej pójdę tym tropem i ponownie będą fiolety. Na wykorzystanie kolejny raz wrzosowej nitki złożyło się kilka elementów. 

Po pierwsze na czółenku została mi spora ilość nitki, która mimo troszkę trudniejszego plątania dała fajny efekt wytworzonej biżuterii, a po drugie gdy zastanawiałam się co mogłabym zrobić pojawiło się wyzwanie Kreatywnego Kufra dotyczące Foto Inspiracji. Na wyzwaniowym zdjęciu widnieje kwiatek, który ma zbliżoną kolorystykę do mojej nitki więc stwierdziłam, że skoro mam wisiorek to tym razem zrobię bransoletkę inspirując się przedstawioną fotografią.

Ponownie poszłam w stronę techniki ankars. Wrzosową nitkę Maya połączyłam z koralikami Toho i jasnymi koralikami o jasno fioletowym odcieniu perłowym.

Bransoletka ze względu na rodzaj użytej nici jest dość sztywna, ale cholera jedna nie chciała ładnie stać do zdjęcia, wolała leżakować na biurku więc zdjęcia "stojące" nie do końca mi wyszły. Pokazuje je aby bardziej uwidocznić poszczególne elementy bransoletki :)



  


Bransoletkę zgłaszam na Wyzwanie  Kreatywnego Kufra - Foto Inspiracja poniżej banerek z fotografią wykonaną przez MrÓ


sobota, 18 kwietnia 2015

Fioletowa rozeta

Dzień doberek :)

jak się macie? czy Was też wkurza huśtawka pogodowa? u mnie dziś w ciągu niespełna godziny padał deszcz, deszcz ze śniegiem, sypnęło małym gradem, w gratisie wiatr tak hula, że mało nie wyrwie drzwi wejściowych przy otwieraniu. Przygotowałam na dzisiaj fioletową pracę, bo kolorkiem na kwiecień w Cyklicznych kolorkach jest właśnie fiolet. 

Może zacznę od moich upodobań do tego koloru --> lubię fiolet, a szczególnie te lżejsze odcienie: lawendowy, ametystowy, fiołkowy i wrzosowy. W swojej szafie znalazłabym pewnie kilka ubrań w tym kolorze, właśnie w tych jaśniejszych odcieniach. Fiolet kojarzy mi się z powagą, szlachetnością i oczywiście z...lawendą, którą uwielbiam i nie chodzi tu tylko o jej zapach. Lawendę ubóstwiam przede wszystkim za jej kwiatki, które mimo tego, że są drobne są przepiękne, oraz za jej zapach - ale tylko ten w postaci naturalnej. Uwielbiam latem gdy lawenda zakwita potrzeć jej listki i wtedy całe dłonie pachną mi jej zapachem, nie lubię natomiast perfum, aromatów lawendowych takich typowo sklepowych, bo są dla mnie zbyt duszące. 

Moje zamiłowanie do fioletu i lawendy objawia się także tym, że ścinam pędy kwiatów i suszę je tworząc bukieciki. Poniżej migawka lawendy, która zdobi kuchnię. Zdjęcie oczywiście lekko przekłamuje kolor kwiatów, które po zasuszeniu stały się fioletowo-niebieskie.


Na kwiecień przygotowałam natomiast fioletowy wisiorek. Rozeta powstała według wzoru Maranty, a nitka, którą pracowałam to wrzosowy odcień kordonka Maya. Pierwszy raz frywolitkowałam tego typu nitką - jest śliska, z połyskiem i mimo że pracuje się nią gorzej (składa się ze 100% poliestru) to z efektu jestem bardzo zadowolona. Różnica w supłaniu tego typu nitką, a taką, której budulcem jest bawełna merceryzowana to przede wszystkim cięższe zaciąganie kółeczek, większe plątanie się nici i gorsze robienie pikotków, ponieważ się falują, nie stoją na baczność gdy mają być zdobnikiem pracy. Dlatego nie polecam tej nitki gdy w pracy mamy dużą ilość pikotków. Plusy pracy Mayą to przede wszystkim sztywna praca, ładny połysk, którego nie uzyskamy robiąc tę samą robótkę inną nicią i ogólnie praca fajnie wygląda wizualnie. Na zdjęciach nie bardzo widać błyszczenie nitki więc musicie mi wierzyć na słowo :)







Banerek zabawy zapewne wszyscy znają, a prezentuje się tak:

 

Dodatkowym pytaniem/zadaniem w kwietniu jest zaproponowanie przyjaciela dla żabki Stefanka. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to była Księżniczka, bo tak mi się skojarzyło z bajką "Księżniczka i żaba", jednak po chwili oprzytomniałam - przecież przyjacielem Stefanka miał być jakiś zwierzak, więc z oczywistych względów Księżniczka odpada, ale stanowiliby chyba fajną parę?


źródło












Zaczęłam myśleć dalej i kolejna myśl jaka mi przyszła do głowy to w związku z kolorkiem miesiąca była fioletowa krowa, ale stwierdziłam, że krowa ma chyba zbyt wielkie gabaryty i przytłaczałaby Stefana, a poza tym kojarzy się z pewną firmą więc porzuciłam ten pomysł i nagle doznałam olśnienia. 

Przypomniałam sobie program, który jako dziecko uwielbiałam oglądać. Chodzi mi o "Kulfona i Monikę". Monika była przecież żabcią, co prawda Stefan to facet, ale dlaczego nie miałby się zacząć kumplować z Kulfonem? Kulfon co prawda jest stworzeniem niewiadomego gatunku, według źródeł pochodził z planety Kulfocentauris, inni mówili, że pomieszkiwał w rurze kanalizacyjnej skąd został uwolniony przez niejakiego Docenta Doświadczalskiego (więcej informacji o pochodzeniu Kulfona zapewnia ciocia Wikipedia) i nie do końca wiadomo czy to zwierz czy jakaś mieszanka wybuchowa człeka i jakiegoś innego ssaka. Kulfon uwielbiał swoja żabcię, wręcz ją kochał, więc myślę, że zapałałby do Stefana miłością braterską i byliby super przyjaciółmi, takimi co mogą wspólnie konie kraść :D
Proponuję więc Kulfona jako przyjaciela żabci Stefana :)

Ulubione książeczki z dziecięcej półeczki: Kulfon i Monika
źródło

 
Serdecznie Was pozdrawiam i dziękuję, że do mnie zaglądacie i komentujecie.  
Aneta



Jak ja kocham niespodzianki

Witajcie,

dziś będę się chwalić :) Przyszła wczoraj do mnie paczuszka od Ani z bloga Ręczne Robótki Anny - nagroda niespodzianka za tak zwane złapanie licznika. Pewnej soboty oglądałam karteczki Wielkanocne na blogu Ani i okazało się, że stuknęła magiczna cyferka 100.000.  Pozwolę sobie skopiować banerek od Ani i umieścić go w poście.


Liczba odwiedzin bloga niebagatelna, pokazuje wielkie zainteresowanie blogiem i twórczością Ani, zresztą nie ma się co dziwić, bo kobitka ma niezły talent w łapkach i wcześniej przez monitor podziwiałam jej twórczość, a wczoraj otwierając paczkę mogłam się namacalnie przekonać jak piękne rzeczy tworzy. 
Zawartość paczki była bardzo zróżnicowana, każda rzecz znalazła swoje miejsce w moim domu. Oto co dostałam:


Niezłą porcję włóczki i kordonek, na które mam już pomysł - powstanie z nich królicza rodzina, ale taka nietypowa, jak zrealizuję pomysł to na pewno Wam go pokażę.

Śliczne pudełeczko wykonane techniką decoupage, z pięknym różanym motywem. Powiem Wam w sekrecie, że moja siostra chciała mi je podkraść, bo też jej wpadło w oko, ale się nie dałam. Zamieszkały w nim  moje przydasiowe kamienie.


Oraz świeczkę i wazonik/świecznik z tym samym motywem co pudełeczko. Aktualnie świecznik przyjął formę wazonika na żonkile. 

A tak prezentuje się cały komplecik. Śmiało mogę stwierdzić, że Ania jest mistrzynią decoupage. Jej prace są śliczne,starannie wykonane i pięknie się prezentują. Moja platoniczna miłość do decoupage rośnie, być może kiedyś sama zdecyduje się nauczyć tej techniki, gdy znajdę więcej czasu, a na razie będę oglądać i wzdychać do poczynań innych bawiących się tą techniką.

 
Kolejnymi prezentami była cudna, letnia zielona bransoletka i dwustronne haftowane serduszko. Pierwszy raz miałam w ręku taką haftowaną pracę i jestem pełna podziwu - haft jest efektowny, ale ile musiał zająć pracy, jest tak dokładnie wykonany, nic tylko powiedzieć "chapeau bas ! ".

Trochę przydasków koralikowych i sznureczki sutasz, które na pewno wykorzystam w niedługim czasie.

Śliczną kartkę z pięknym haftem, która zajęła zaszczytne miejsce na komodzie, oraz zestaw tekturek potrzebnych do wykonywania kartek (nie wiem jak profesjonalnie określić te piękne karteczki z wzorkami :)

Coś dla ciała i duszy - słodkości i herbatki :)
 

Tak prezentuje się cała zawartość paczuszki. Jestem bardzo zadowolona i takie niespodzianki lubię najbardziej. Uciekam już i do zobaczonka prawdopodobnie jutro, bo w kolejce czeka fioletowa praca, ale dzisiaj blogger coś ze mną nie współpracuje - strasznie topornie wchodziły mi foty i nie pokazał mi wszystkich nowych postów obserwowanych przeze mnie blogów. No cóż natura rzeczy martwych, może jutro będzie ze mną współpracował :) 
 
Do zobaczenia :)

czwartek, 9 kwietnia 2015

Ankarsowa miłość

Witajcie :)

dziękuję Wam bardzo za komentarze pod moim sutaszowym debiutem i za wszelkie rady, które są dla mnie naprawdę cenne. Z przyjemnością uczę się nowych technik, ale jak wiadomo nie od razu Kraków zbudowano i musi upłynąć wiele wody w rzece zanim coś robiąc dojdziemy do w miarę satysfakcjonującego nas poziomu. Jest jeszcze jedna maksyma, która także odzwierciedla naukę nowych technik - człowiek całe życie się uczy, a i tak głupi umrze :P i chyba jest trochę w tym prawdy. Ale ja dziś nie o tym miałam pisać...

Jakiś czas temu buszując w sieci i szukając inspiracji zakochałam się we frywolitce wykonywanej metodą ankars. Spodobało mi także połączenie frywolitki i koralików. Z początku wydawało mi się prawie niemożliwe takie supłanie frywolitki i próbowałam rozgryźć temat. Pierwszą bransoletkę a'la ankars pokazywałam Wam w jednym z moich pierwszych postów --> Tutaj . Nie poprzestałam na tej jednej ozdobie i jakiś czas temu zabrałam się za kolejną bransoletkę. 

Inspirowałam się jedną z bransoletek wykonaną przez Angelę Gambkę, która jest chyba mistrzynią ankars i tworzy nieziemskie prace. Patrząc na fotę bransoletki trochę ją odgapiałam, trochę dodawałam od siebie, bo przez monitor nie byłam w stanie policzyć oczek, nie jestem więc autorką wzoru, ale na podstawie pracy Angeli odtworzyłam wzór na własne potrzeby. Efekty mojej pracy możecie zobaczyć poniżej. 







Zdjęcia wyszły lekko zamglone, chyba coś poprzestawiałam w funkcjach aparatu i muszę zagłębić się w instrukcję obsługi żeby to jakoś odkręcić, ale w rezultacie efekt zdjęć spodobał mi się. Dodam także nieskromnie, że bransoletka mi się bardzo podoba, ładnie układa się na nadgarstku i jest elegancka.

Nie jest to także moja ostatnia praca inspirowana twórczością Angeli Gambki, na warsztacie mam już kolejną bransoletkę, która czeka na wykończenie.

Bransoletkę chciałabym zgłosić na Wyzwanie Szuflady Koraliki

 


wtorek, 7 kwietnia 2015

Wygrane candy + sutaszowy debiut

Witajcie,

jak tam po Świętach? brzuszki pękają? Dwa dni szybko zleciały i chyba nikt nie wygląda jak kotki ze zdjęcia poniżej :D
 

Dzisiaj przychodzę do Was z nieco innym postem niż zwykle - będę się chwalić :) Pierwszy raz udało mi się wygrać candy :) Nigdy nie miałam i raczej nie mam szczęścia jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju gry, loterie, zabawy. Jednak końcówka marca była dla mnie swoistym pierwszym razem :) 

Najpierw udało mi się wygrać piękną bransoletkę u Tereski z bloga Teresa-haft krzyżykowy i biżuteria z koralików za sprawą zabawy, którą zorganizowała, a dla zwycięzców publikujących komentarz pod postem związanym z życzeniami z okazji Dnia Kobiet miała przygotować bransoletkę w wybranej kolorystyce. Udało mi się obok dwóch blogowych koleżanek zgarnąć prezent. Bransoletka jest urocza i pięknie prezentuje się na nadgarstku.



Z kolei 20 marca Biernasia z bloga Szmaragdowo-tymczasowo-moje pasje ogłosiła wyniki swojego candy gdzie zajęłam drugie miejsce- nagrodą miały być dwie bransoletki. Ale to nie wszystko, Biernasia przygotowała dla zwycięzców niespodziankę - mogłyśmy sobie wybrać zestaw do rękodzieła - ja postawiłam na sutasz, bo bardzo podoba mi się biżuteria wykonywana tą techniką i od dłuższego czasu zastanawiałam się czy nie spróbować nauczyć się haftu sutasz.

Bransoletki są super, mają śliczne, letnie kolorki i cudne zawieszki, a w zestawie sutasz otrzymałam kolorowe sznurki i koraliki/kaboszony, które miały poczekać na moją naukę haftu sutasz do czasu po Świątecznego, ale nie wytrzymałam. Rączki mnie świerzbiły i po przejrzeniu kilku stron w internecie i obejrzeniu kilku filmików zaczęłam naukę. Wysutaszowałam sobie niebieską zawieszkę.

Najpierw pochwalę się Wam fotką prezentu, a potem pokażę Wam mój sutaszowy debiut i mam prośbę. Proszę Was o szczere, naprawdę szczere aż do bólu opinie, jak Wam się mój debiut podoba, nad czym powinnam popracować, co zmienić. Czekam na uwagi, bo jak coś robię to chcę żeby wychodziło to jak najlepiej dlatego przyjmę każdą krytykę :) 





Tak prezentuje się mój sutaszowy debiut



Sutasz mi się spodobał, ale pozostanę wierna frywolitce i szydełkowaniu. Na pewno będzie on świetną odskocznią, a że jestem typem, który lubi uczyć się nowych technik będę próbować tworzyć kolejne wywijaski i ślimaczki :)

Pozdrawiam Was cieplutko Aneta

piątek, 3 kwietnia 2015

Zajączki, króliczki, koszyczki...

Witajcie przed Świątecznie,

dzisiaj będzie naprawdę króciutko, ale treściwie :P Zasypię Was trochę zdjęciami ostatnich ozdób Świątecznych - króliczków, zajączków i koszyczków.

Na pierwszy ogień pójdą zajączki/króliczki - dwa szaraczki i jeden niebieściutki. Niebieski był co prawda pokazywany już na blogu, ale żeby się nie obraził zrobiłam mu zdjęcie w kolegą tego samego gatunku, oraz usadowiłam go na zdjęciu grupowym.







Drugie w kolejce znalazły się koszyczki - szydełkowy koszyk zrobiony w tamtym roku, oraz papierowy mini koszyczek z kupnymi ozdobami, który został zrobiony parę lat temu i do dziś nieźle się trzyma.





 To by było na tyle jeśli chodzi o moje ozdoby Świąteczne. W tym roku brak u mnie jajeczek, ale nie udało mi się rozszerzyć doby do 48 godzin :)

Nie będę miała już pewnie okazji więc chciałabym Wam złożyć serdeczne Życzenia - zdrowych, spokojnych i spędzonych w rodzinnym gronie Świąt Wielkanocnych. Aby był to czas pełen spokoju i odpoczynku. WESOŁEGO ALLELUJA!


Pozdrawiam Was cieplutko Aneta

Łączna liczba wyświetleń